Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mączne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mączne. Pokaż wszystkie posty

Tydzień Kuchni Polskiej | Trybunalska City Pub w Lublinie | CZY WARTO SIĘ WYBRAĆ?

Tydzień Kuchni Polskiej - Polskie Skarby Kulinarne - Kulinarne Zjednoczenie Polski


1918 rok - to rok dla nas, Polaków, niezwykle istotny. Wtedy to właśnie odzyskaliśmy niepodległość. Wiele postaci, wydarzeń kształtowało nasz kraj zarówno pod względem ustrojowym, społecznym jak i kulinarnym. I tu mamy, z punktu widzenia mojego światka gastronomicznego, ciekawą rzecz. Otóż wydano m. in. książkę "Sto receptur na sto lat niepodległości (1918-2018)". Żeby było mało, zaangażowano w to przedsięwzięcie wielu znakomitych kucharzy, którzy wzięli na warsztat dawne przepisy ale dodali do nich własne przemyślenia. Te myśli i kombinacje przełożyły się z kolei na nową interpretację dań, które z Polską i polskością są niezwykle związane. Oprócz opracowania receptur na nowo, każdy z szefów kuchni mógł sobie pozwolić na jeszcze bardziej osobistą analizę danej potrawy. Tak też uczynili m. in. wybrani szefowie kuchni z Lublina. Jednym z nich jest niezwykle zdolny Jarek Sak - szef kuchni prężnie działającego lokalu w Lublinie - Trybunalska City Pub. 

Udałem się więc do Trybunalskiej na kolację składającą się aż z 5 potraw... Hmmm, bo ja wiem... czy warto?

Okazja do świętowania w G20 - Lublin Restaurant Week



Już po raz dziesiąty organizowany jest Festiwal Restaurant Week (po raz czwarty w Lublinie). Pomimo iż sam Festiwal startuje 20 października, miałem okazję dzisiaj skorzystać z zaproszenia i spróbować kilku opcji z menu Restauracji G20 w Lublinie. Na tę okazję, szef kuchni Tomek Tarka przygotował specjalne, festiwalowe menu w wersji mięsnej i wege. 

Maślane bułeczki z przepisu Tomka Jakubiaka

Maślane bułeczki z przepisu Tomka Jakubiaka rightbehindthekitchen.blogspot.com


Jakiś czas temu miałem manię kupowania maślanych bułek. Najlepsze chyba było połączenie ciepłego pieczywa z odrobiną masła i koniecznie ze szklanką zimnego mleka! Genialne i harmonijne połączenie. I też trafiłem akurat na odcinek programu Tomka Jakubiaka w Kuchni+. Zrobiłem swój wypiek, mimo uprzedzeń do procedur, wg jego przepisu, z delikatnymi modyfikacjami, o których później... 

Koperkowe gnocchi z grzybami i pieczonymi pomidorami

Tak, wiem, pisałem już o gnocchi. Ale kto powiedział, że nie można powrócić do tego, co się lubi i napisać ponownie o tym? Tym bardziej, że to mój blog :) Te leciutkie kopytka można przecież robić na różne sposoby, co raz to modyfikując ich skład. Tak też dzisiaj uczyniłem. Chciałem aby gnocchi były intensywne w smaku, wyraziste - tak doprawione aby można je zjeść nawet z samym roztopionym masłem. Jako dodatek potraktowałem świeże grzyby. Z kolei pieczonymi pomidorami chciałem przełamać dość konkretny smak grzybów. Czy udało się?


Tarta cytrynowa - ulubiony deser Raymonda Blanc'a


Jako że zapowiedziałem tu i ówdzie, że biorę się za desery, bo generalnie ich nie jadam, tym samym nie piekę,  to postanowiłem coś w tej materii uczynić. Jednak wkurza mnie ta dokładność w przepisach deserowych, co do grama tego, tyle mililitrów tamtego, dokładnie tyle minut piec to, następnie coś innego. Tak wszystko cholernie uporządkowane, tak procedurami tu zalatuje. A ja po prostu tego nie lubię. Mam wrażenie, że koniecznie trzeba realizować punkt po punkcie to, co napisane w przepisie, beż żadnego myślenia, zaangażowania, bo przecież mam kolejny krok w przepisie. I wiecie co? Prawie mi się to udało - stosowanie do procedur, realizacja przepisu krok po kroku. Prawie, bo jednak moje baczne, kaprawe lewe oko i intuicja podpowiedziały mi, że w pewnych punktach może nie do końca jest prawdziwa prawda w tym, co ktoś napisał. Co nie zmienia faktu, że natrafiłem, moim amatorskim zdaniem, na bardzo dobry przepis niejakiego Raymonda Blanc’a, znanego francuskiego szefa kuchni. Z racji tego, że wczoraj miałem urodziny, a jego tartą cytrynową zajadam się od niedzieli, postanowiłem dokładnie zacytować jego przepis w tym poście. Jak sam autor pisze jest to jego ulubiony deser i trafił póki co na szczyt mojej króciutkiej listy deserów. Wykonanie jest dość proste ale i czasochłonne. Niemniej jednak warto wytrwać do końca i skosztować kruchej tarty cytrynowej Raymonda. 

Pełnoziarnisty chleb z orzechami włoskimi i słonecznikiem

Co się dzieje, kiedy skończy nam się chleb, a potrzebujemy go aby zrobić paliwo do ciężkiej pracy zawodowej? Jest kilka opcji. Można po prostu odpuścić sobie, pić ciągle wodę - jakoś się przeżyje przecież. Można pójść, tudzież pojechać, do sklepu. Ale jaki chleb dostaniemy w niedzielę - weekendowy? Może tak, może nie. Jest jeszcze jedno wyjście. Sam se zrób! A najlepiej z mąki pełnoziarnistej, gdyż ta powstaje z przemiału całego ziarna pszenicy, a co za tym idzie - więcej wartości odżywczych zachowujemy. Poza tym, mąka taka jest bogatym źródłem błonnika oraz magnezu, żelaza, fosforu. Dorzućmy jeszcze ziarna słonecznika (m. in. witamina E, kwas foliowy, cynk) oraz orzechy włoskie (tłuszcze wielonienasycone, dobre dla serducha ponoć) i mamy zdrowy produkt oraz ciekawe smaki zamknięte w przyzwoitym bochenku.

Pizza raz jeszcze

 
Zostawiając kiedyś‬ wpis na tym blogu na temat pizzy nie sądziłem, że powrócę jeszcze do tego temu. Gdzieś w głowie pojawiła się mała, żótła karteczka samoprzylepna z napisem "pizza - post na blogu". I właśnie myślałem, że tą karteczkę wyrzuciłem, kiedy okazało się, że ją właściwie tylko przekleiłem w inne miejsce. Bo okazało się, że mam silną i nieodpartą potrzebę napisania kilku słów, słóweczek o tym placku. I o to jest - pizza ale tym razem z nieco innej perspektywy - mojej i paru osób, którzy mówiąc kolokwialnie - żyją z pizzy.

Gnocchi z serem ricotta, cukinią i pecorino

Gnocchi z serem ricotta, cukinią i pecorino


Gnocchi. Ten, kto się po raz pierwszy spotkał z tym słowem może mieć zagwozdkę - yyyy, gnoczi? gnoci, to coś na g. Zakładamy oczywiście wariant taki, że język włoski znamy tyle co kot napłakał (ten, który paczy ciągle), a jeśli już coś kojarzymy z tego języka to: pizza, amore i bunga bunga. Otóż we włoskim języku znajdziemy jeszcze wspomniane słowo gnocchi, które mniej więcej wymawia się nioki. A coż to, a cóż to?A nic takiego jak nasze kopytka, z jedną zasadniczą różnicą - włoskie gnocchi nie są z reguły twarde, bez wyrazu jak większość polskich kopytek. Ten, kto zasmakował prawdziwych włoskich kopytek kojarzy je pewnie z czymś delikatnym. Czasami wystarczy odrobinę siły aby pod naporem języka i podniebienia te małe poduszeczki rozpłynęły się w ustach.

Obrochtówka w Zakopanem

Obrochtówka w Zakopanem rightbehindthekitchen.blogspot.com


Zakopane. Chyba nie znam osoby, która nie była w tym mieście. A może znam jeszcze za mało ludziów aby tak na forum tu i ówdzie pisać takie rzeczy? Kiedyś Szanowny Pan Stanisław Tym w jednym misiowatym filmie powiedział „jedziecie do stolicy kraju kapitalistycznego. Który to kraj ma być może nawet tam i swoje ... plusy. Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów.”  Przypominając sobie ten cytat na myśl przychodzi mi sytuacja Zakopanego. Tak, miasto przepiękne, a ten kto kocha góry mógłby godzinami w bezruchu wpatrywać się w postać śpiącego rycerza itd. I chodzi o to aby ta miłość przetrwała pewną tandetę i chińską bylejakość, która zalewa głównie Krupówki. Oscypki akceptuję na tej ulicy, jak najbardziej, ale jaki związek ma to coś, co gra, wydaje dziwne odgłosy, przypomina jakąś kolorową zabawkę mejd in czajna z kulturą tegoż miasta? Póki co, nie udało mi się doszukać w tym sensu…

Ławica Czesia czyli muszle nadziewane aromatycznym mięsem

W daniach, które przygotowujemy nie zawsze musi chodzić o to, żeby wymyślić coś zupełnie nowego. Niekoniecznie trzeba wcielać się w wielkiego myśliciela, odkrywcę niezbadanych smaków. Ale jeśli nawet czasem przyjdzie nam coś odkryć, uświadamiamy sobie, że najprawdopodobniej nasze danie już ktoś zapewne przygotował wcześniej. W cale nie mam na myśli potrawy sprzed kilkudziesięciu lat. Przy tak przerażającej liczbie książek kucharskich dostępnych na rynku, programów telewizyjnych nie będziemy mieli problemów ze znalezieniem naszych "nowości" kulinarnych. Nawet jeśli nie znajdziemy przepisu kropka w kropkę podobnego do naszego, jest szalenie prawdopodobne, iż natrafimy na jedną z wariacji na temat tego posiłku.

Il Rifugio - Pizzeria na Oczki

Jest takie miejsce w Lublinie, gdzie podobno serwują najlepszą pizzę. Wiecie, taką prawdziwą, prawdziwą! Słyszałem tą opinię od wielu osób, naprawdę nakręciłem się tymi komentarzami. I tak też spontaniczny los chciał, że wczoraj zawitałem w to miejsce. I od razu dodam, że jakby ktoś miał mi wytłumaczyć jak tam dojechać, to miałbym poważne problemy z tym. Na niewielkiej uliczce w Lublinie o nazwie Oczki, w prywatnym domu nr 3 znajduje się ów pizzeria. Przed lokalem sporo samochodów, i to nie poczciwe Maluchy i inne pełnoletnie Fiaciory. Pierwsze wrażenie? No dobra, dom prywatny - mniejsza z tym, chcę zjeść a nie zachwycać się kubaturą budynku i jego kolorem elewacji. 

Spaghetti z zielonymi warzywami

Kupując świeże brokuły niekoniecznie trzeba je gotować w wodzie lub na parze. Śmiało można je usmażyć na patelni z innymi warzywami, dzięki czemu nie będą wodniste ale chrupkie. Co jest trudnego w tym daniu? Po pierwsze aby nie rozgotować makaronu, po drugie aby pomyśleć nad kolejnością dodawania składników na patelnię. W mojej wersji  potrawy z makaronem typu spaghetti użyłem 3 zielonych składników: brokuły (1/2), cukinia (1/2) i mrożony groszek (filiżanka). A propos groszku - zdecydowanie wolę ten mrożony niż prosto z puszki. Ten pierwszy po delikatnym podsmażeniu na oliwie/oleju jest sprężysty, wręcz chrupki - tak jak smażone brokuły. Pokrojone brokuły wymagają najwięcej czasu podczas smażenia - w moim przypadku było to ok. 15 minut. Groszek i cukinia ok. 7 minut, makaron ok. 8. Logika podpowiada...

Francuskie grzanki

...to nic innego jak chleb moczony w jajku. Spotkałem się także z innymi nazwami jak tosty francuskie lub po prostu grzanki. Niemniej jednak jest to "danie", które szalenie kojarzy mi się z dzieciństwem. Bo wystarczy sobie wyobrazić, że kiedyś byłem strasznie oporny co do jedzenia. Oprócz jajek konsumowałem ogromne ilości chleba z ketchupem... Ale jak już miałem do wyboru kanapkę z zimnym przetworem z pomidorów i ciepłego tosta wybierałem to drugie. Tosty jadłem przy każdej możliwej okazji - jeśli mama nie schowała przede mną jajek. Ale co najważniejsze - najlepsze grzanki wychodzą wtedy gdy mamy kilkudniowy chleb. Ponieważ delikatnie chleb ten sczerstwiał, chcemy go wyrzucić. A wystarczy tylko sprawdzić czy czasami nie mamy w lodówce zbędnych jajek. Tak też uczyniłem dziś rano i rozbełtałem w głębokim talerzu dwa jajka, doprawiłem dużą porcją zmielonego, kolorowego pieprzu i solą. Porządnie obtoczyłem chleb razowy w jajkach. Kilka minut i złote grzanki gotowe. 





Same francuskie tosty mogą wydawać się nudne i suche, dlatego podałem je z soczystym pomidorem oraz świeżym oregano, które wniosło do potrawy odrobinę świeżości i koloru. 

Tortilla hiszpańska

Co zrobić z prostych składników takich jak ziemniaki i jajka? Nic prostszego - tortilla de patatas zwaną także tortilla española. Mowa tu o pewnym omlecie, który może być mega sytym daniem i nadzwyczaj prostym. Nie trudno domyśleć się, że najprostsza wersja zawierałaby zaledwie dwa składniki, tj. ziemniaki i rozbełtane jajka. Kolejną błyskotką jest to, że do ziemniaków i jajek można dorzucić coś jeszcze! Więc ile dodatkowych składników i ich kombinacji, tyle zapewne przepisów na tortillę hiszpańską. Niemniej jednak często życie kulinarne pokazuje, że to co proste, nieprzekombinowane jest najlepsze. Dlatego ja wybrałem na dzisiaj wersję minimalistyczną.

Obwarzanki z dipami

źródło: Wikipedia
Podoba mi się, gdy ktoś wykorzystuje albo przynajmniej stara się wykorzystać w swojej kuchni lokalne produkty. Będąc w Krakowie spontanicznie postanowiłem wykorzystać to, co właśnie lokalne, z czego dawna stolica Polski słynie. Mowa o obwarzanku - jednym z symboli Krakowa. Ten produkt o chronionym oznaczeniu geograficznym w UE jest towarzyszem zabieganych ludzi, pędzących do tramwaju studentów - po prostu przekąska na każdą chwilę. Ja potrzebowałem czegoś łatwego i prostego do podania w domu z winem. Zatem moja propozycja to małe kawałki różnych obwarzanków z dwoma dipami.

Zazie Bistro - Chapeau bas

Są takie miejsca, do których mogę wracać nim jeszcze wyjadę. Już na samą myśl o wyjeździe mały smutek pojawia się w mym umyśle, żal po prostu. Tak właśnie mam z krakowską dzielnicą Kazimierz. Dla wielu to miejsce niezwykłe pod względem historycznym jak i religijnym, w którym przeplata się kultura żydowska i chrześcijańska. Mnie z kolei absorbuje pomysłowość restauratorów i właścicieli pubów. Na niewielkim obszarze znajdziemy dziesiątki rozmaitych lokali, knajpek i klubów. Wszystko na wyciągnięcie ręki - i dobrze, bo dzięki temu można "zaliczyć" kilka miejsc na raz. Jednym z lokali, który teraz szczególnie miło zapamiętam jest Zazie Bistro - rewelacyjna kuchnia francuska. Do tej pory miałem doświadczenie takie, że kuchnia z nad Loary jest droga. A tu psikus - biorąc pod uwagę porcje no i przede wszystkim jakość dań, cena jest w sam raz.
No ale co tu się rozpisywać o cenie, to nieistotne.

Kraków - Pizza Garden - Brick Oven Pizzeria

Jadąc autobusem można zobaczyć miejsca, z którymi powiązane są lepsze i gorsze momenty z życia. Akcja działa się w Krakowie. Wyobraźcie sobie: jedzie autobus, a w nim ludzie... Wśród nich jedzie znajomy, który usłyszał jak jeden pasażer drugiemu polecał dobrą restaurację. A że ta osoba doświadczenie miała pozytywne, wskazała nawet palcem gdzie dokładnie mieści się ten lokal. Tak o to marketing szeptany zadziałał, znajomy wypróbował, polecił dalej. Kolejna osoba udzieliła kolejnej rekomendacji i tak o to trafiłem do Krakowa do Pizza Garden - Brick Oven Pizzeria.  Postanowiłem sprawdzić. 

Dolce Vita Ristorante - podejście #1

Lublin. Krakowskie Przedmieście. Codziennie przechodzi tą ulicą zapewne tysiące osób. Również i mnie zdarza się stąpać tą ścieżką - najczęściej w stronę mojej ulubionej lubelskiej starówki. Jakiś czas temu mój wzrok przykuł nowy szyld - nowy w takim sensie, że na jego miejscu jeszcze niedawno wisiał inny element...


Po zguglowaniu wyrazów "Dolce Vita Lublin" trafiłem na kilka recenzji, naprawdę dobrych. Fakt ten sprawił, że musiałem tam zajrzeć osobiście i samemu ocenić.

Eger - miasto winem płynące

Każdy wyjazd na Węgry wnosi w moje życie coś nowego - są to zawsze jakieś smaki, wspomnienia, zapach winnic. I tak też było tym razem - nigdy jeszcze nie byłem z tak dużą ekipą gdziekolwiek, tym bardziej w Egerze (zgrała się fajna reprezentacja naszego narodu - łącznie 20 osób, które pozdrawiam :)

Ze wspomnieniami jest tak, że niektóre przykrywa wyimaginowany kurz. Aby do tego nie dopuścić, warto minimum raz do roku zadbać o zdorwie psychiczne i odwiedzić np. Węgry A dokładnie Eger - malownicze miasto położone 140 km na wschód od Budapesztu, znajdujące się niecałe 4 godziny od przejścia granicznego w Barwinku. Powodem, dla którego przybywa tam tysiące turystów (głównie Polacy i Słowacy oraz paru Węgrów), na pewno nie są ruiny zamku czy ogólnie pozostałości okresu tureckiego panowania. Wszyscy jadą na wino! Niejedna osoba pewnie słyszała o Byczej Krwi (Egri Bikaver). Sporo osób także utożsamia to miasto z deserowym winem Tokaj - choć miasto Tokaj znajduje się nieco dalej, to również wino o tej nazwie można kupić w Egerze. Niemniej jednak, warto to miejsce odwiedzić przede wszystkim dla bardzo dobrej kuchni oraz wyśmienitych, nieskomercjalizowanych win, które zdobywają rozmaite nagrody, wyróżnienia na europejskich konkursach...

Smak wyspy Chios

Fajnie jest coś dostawać w stylu "2 w 1". Tak też było z wycieczką do Grecji, a właściwie na grecką wyspę Chios (położona raptem 8 km na zachód od wybrzeży Turcji). Będąc już w Turcji błędem byłoby nie popłynąć promem do kraju Zorby. Wyspa Chios słynie m.in. z flaków wieprzowych, podobnych do polskich, z tym że grecy tuż przed podaniem dolewają coś kwaśnego do zupy - np. ocet winny, czosnkowy. Ale to nie wszystko, co mają do zaoferowania Grecy...